Ukraińcy w Starachowicach: „My jesteśmy wdzięczni i chętni do spraw w mieście”

15917.nsmed

Subotnik, w Polsce znany, jako zapomniany już czy społeczny, czyli nieodpłatne prace wykonywane na rzecz ogółu, to słowo które ostatnio jest dosyć często w Polsce, a także w Starachowicach wymawiane. Powróciło z uchodźcami, którzy w czynie społecznym chcą odpłacić się Polakom, za pomoc którą otrzymali w czasie, gdy ze względu na wojnę w swoim kraju, są u nas. 

We wtorek 12 kwietnia 16-osobowa grupa Ukraińców spotkała się Parku Miejskim w Starachowicach, by na początek posprzątać to miejsce ze starych liści, uzgadniając wcześniej akcję „subotnika” z prezydentem miasta Markiem Materkiem. Koordynatorem akcji ze strony Ukraińców jest Wołodia, ale o nim za chwilę. Ponadto zaangażowała się radna Agnieszka Cheda, u której mieszka rodzina Wołodii i dzięki narzędziom od Spółdzielni Socjalnej „Starachowiczanka” akcja doszła do skutku, a jak zapowiadają wszyscy nie będzie jednorazowa.  

- Starachowice, miasto otwarte dla wszystkich. Widać było, że przyjmujemy uchodźców bez ograniczeń. I jak najbardziej potrzebna jest taka integracja. Ukraińcy są wspaniałymi ludźmi i trzeba pokazywać, że oni chcą z nami współpracować. Chcą nam pomagać, tak jak my im pomagamy - mówiła w trakcie wczorajszej akcji radna Agnieszka Cheda, po czym opowiedziała jak doszło do „subotnika” w starachowickim parku. 

Pomysłodawcą akcji w Starachowicach jest Wołodia, Ukrainiec z polskimi korzeniami, który założył grupę w mediach społecznościowych „Ukraińcy w Starachowicach” i w ten sposób dotarł do swoich krajan. Akcja sprzątania parku, to jego pomysł.

- W niecały tydzień udało się ten pomysł zrealizować. Jest to pierwsza i nie ostatnia taka akcja. I myślę, że w przyszłości można by zrobić takie wydarzenie w połączeniu ze starachowiczanami - dodała Agnieszka Cheda.

- Chcemy pomóc miastu Starachowice, bo jesteśmy tutaj. Wy nami opiekujecie się. Robicie maksymalnie co możecie, żeby wszystkim było wygodnie. Noclegi zagwarantowane, jedzenie. Z sercem Polacy przyjęli Ukraińców. My jesteśmy wdzięczni i chętni do spraw w mieście - powiedział o samym wydarzeniu jego koordynator Wołodia.

Wołodia, który wraz z rodziną mieszka w Starachowicach ma polskie korzenie. Jego dziadek ze strony matki służył w 62. Pułku Piechoty w Toruniu, a drudzy dziadkowie pochodzą z Lubelszczyzny. Wołodia teraz żyje w Starachowicach, nie jest na froncie (co jest zgodne z obowiązującym w Ukrainie prawie), ale stąd śle tak bardzo potrzebną pomoc do swojego kraju. Pomoc dla dzieci z domów dziecka, pomoc dla wojskowych, dla cywili. 

- Wysłaliśmy już dla ukraińskiego wojska pięć transportów z potrzebnymi rzeczami. Mam z nimi kontakt, wiem co jest potrzebne i staram się to organizować. Łatwiej mi wypełniać niezbędne dokumenty, dzięki czemu sprawnie przejeżdżają kierowcy przez granicę - opowiada Wołodia, a na dowód swoich słów ma mnóstwo zdjęć i filmów na telefonie pokazujących ludzi i miejsca, w które pomoc przez niego zorganizowana dotarła. Do Doniecka, do obwodu dniepropietrowskiego, do dzieci z Domu Dziecka w Mariupolu. 

Wołodia jest ojcem trójki dzieci. Ze łzami w oczach opowiadał o ewakuacji wraz z ciężarną żoną z Ukrainy. To już w szpitalu w Starachowicach na świat przyszła jego córka Zlata. - Dziękuję, że Starachowice przyjęły moją rodzinę - powiedział Wołodia.

RemondisReklama

Dodane: 13.04.22 | Odsłony: 2687
Tagi:

Komentarze użytkowników



Ostatnie komentarze w serwisie